wtorek, 6 marca 2012

/701/ ząb uratowany!

Ból zęba zażegnany i to w dodatku zanim na dobre się rozkręcił. Mój dentysta pozbawił mnie czucia w połowie twarzy na dobre cztery godziny, ale to już tylko szczegóły... Ważne, że chwilowo nic nie boli! I czucie już prawie powróciło, prawie... Zresztą, dzięki temu, że nie czułem połowy twarzy, mogłem bez żadnych wyrzutów sumienia odwołać pewne spotkanie, które troszkę budziło we mnie wewnętrzny dylemat czy w ogóle powinno się odbyć... Chłopak dużo młodszy (jakieś 8 lat :D), więc chyba dobrze, że odwołałem, następnym razem trzepnę się w łepetynę jak znowu wpadnie mi pomysł spotkania się z tak młodym ciachem... (no ale fakt, że najpierw wzrok podziałał, potem rozum! :P)


Poza tym, przyznam się, że od pewnego czasu buszuję sobie na nowym portalu randkowym... tym razem niebieski portal a nie pomarańczowy :D i jak na razie mi się tam podoba... o! :P

poniedziałek, 5 marca 2012

/700/ kolejna setka za mną.

Wow, 700 notek pisania o niczym, dobry jestem... nigdy nie myślałem, że uda mi się dotrwać do tego numeru, zwłaszcza, że kończyłem pisać już z milion razy. Zresztą, Ci co czytają tego bloga to doskonale o tym wiedzą, przestali się już przejmować tym jak pojawiała się notka o końcu mojej pisaniny :D W każdym razie, wszystkim, którzy śledzą moje losy, chcę bardzo podziękować, zwłaszcza tym, którzy mi już długo towarzyszą, bo czasem dobrze mi się tu pożalić i wiedzieć, że ktoś pocieszy ;)


Co poza tym? Mamy poniedziałek, kolejny... ach... W pracy dziś się zapieniłem, czasami mam tak, że najpierw się zapienię, potem dopiero myślę... Chodzi o to, że dostałem nowe obowiązki. Oczywiście za dodatkowe obowiązki nikt dodatkowo nie płaci, ale kto by się tym przejmował... Przecież nauczyciele tak mało pracują, więc to dobrze, że dorzucają im nowych obowiązków, które nie mają nic wspólnego z uczeniem i wychowaniem, prawda? W każdym razie kopnął mnie ten zaszczyt przez Kunegundę, to ona wrabia mnie w każdą nową robotę a wszystko dlatego, że jej kiedyś w czymś pomogłem i doszła do wniosku, że jestem solidny i... naiwny... Jak ją kiedyś dopadnę w ciemnym zaułku to zrobię jej krzywdę, o! Trawiłem to cały dzień, ale w końcu uspokoiłem się, dam radę, jak się odpowiednio zmobilizuję... 

No ale wieczór o wiele milszy... co prawda z bolącym zębem, który powinien być już z dwa lata temu wyrwany, ale Sansenoi zawsze wie lepiej i poczekał aż go rozboli... Bo po co iść wcześniej do dentysty skoro nic nie boli, no po co? No ale pomijając ten szczegół, to jest miło... muzyka, komp, pokój Cessily (wróciła, ale wyszła pić! :D) i święty spokój...

sobota, 3 marca 2012

/699/ pasożyt Ajs.

Studencki weekend znowu. Wróciłem padnięty. Chyba, co dziwne, wolę chodzić do pracy niż jeździć na studia. Choć na serio polubiłem kilka osób tam. Jednak siedzieć dziesięć godzin na wykładach czy ćwiczeniach to nie jest to, co takie tygryski jak ja lubią. Choć dziś z koleżanką złapała nas dziwna głupawka, co chwilę któreś z nas wybuchało śmiechem... Przynajmniej nie było nudno. Szkoda tylko, że droga powrotna pociągiem z Zadupia Dolnego do Warszawy tak się wlokła w nieskończoność.


A po powrocie wszedłem do pustego domu. Jak dobrze, że Cessily wyjechała na weekend. Zagnieździłem się w jej pokoju jak jakiś pasożyt i jest mi tu tak dobrze, jej pokój ma przestrzeń, której brakuje w moim pokoju oraz kilka innych udogodnień, przez które trudno mi będzie opuścić ten pokój po jej powrocie :] 

Drugi sezon "Anioła Ciemności" zakończony przy dzisiejszej kolacji. Uwielbiam uśmiech głównego bohatera, aż mi się wtedy pysk też uśmiecha. No a teraz jeszcze chwila relaksu przy muzyce i do łóżka, do objęć Morfeusza - dobranoc! ;) 

piątek, 2 marca 2012

/698/ chłopiec, którego nawet nie lubię.

Piątek. Jak miło. Wróciłem z pracy tak zmęczony, że nic mi się nie chciało. Odpaliłem komputer, położyłem się na łóżku kiedy coś tam mi się ładowało i odpłynąłem... Obudziłem się niedawno. Uwielbiam popołudniowe drzemki, jak się po nich budzę, to jestem tak ogłupiały, że nie wiem czy mam już wstawać i biec do pracy czy iść dalej spać... Dopiero po chwili przychodzi świadomość - gdzie jestem, która godzina jest i oddycham wtedy z ulgą, że jednak nigdzie wychodzić nie muszę... ;)


Tak w ogóle to miałem kolejny dziwny sen z pewnym chłopcem, którego nawet nie lubię. Poza tym nawet jakbym lubił, to i tak powinienem się od niego z daleka trzymać. Śniło mi się, że rozmawialiśmy o nauce (:D) i tak jakoś ciągle coraz bliżej on był, aż w końcu nie dzieliła nas żadna odległość i przestaliśmy rozmawiać... :D To pewnie wszystko przez to, że wysłał mi zaproszenie na facebook'u i nie wiem po co właściwie... Nie przyjąłem, więc romans pozostanie tylko w mojej głowie, ale nadal nie cały wróciłem do siebie po tym śnie, nadal siedzę sobie rozpalony na łóżku i mam bardzo, ale to bardzo niegrzeczne myśli... :D:D:D Idę pod zimny prysznic! ;)

/697/ what the hell.

Jak dobrze czasami uciec od swojego własnego życia... zrobić sobie wolne od myślenia, po prostu zrelaksować się, pić, rozmawiać, poszerzać perspektywy, poplotkować, poflirtować... marzec to nowy początek, co z tego, że to pewnie już milion pierwszy początek w moim życiu, być może tym razem to dobry kierunek... o! I to kierunek nie związany z kimś innym a to ważne, czasami zbyt dużą wagę przywiązuje się do różnych szczegółów a to prowadzi do bałaganu w głowie, czasami trzeba nacisnąć przycisk "opróżnić kosz"... polecam!


Czas na wiosnę w moim życiu... jak jutro dojdę do wniosku, że bredzę, to najwyżej notkę się skasuje... :D:D:D Miłej nocy wszystkim!!! ;)

PS: Zamawiam na jutro słońce, niech ktoś to załatwi, będę wdzięczny! :P

PS2: I tak, wiem, popadam od jednego granicznego stanu emocjonalnego w inny... jestem rąbnięty i nic na to nie da się poradzić, heh... :P

wtorek, 28 lutego 2012

/696/ samotny w tłumie.


Muszę coś zmienić w swoim życiu, bo inaczej oszaleję. Nie wiem jeszcze jak, ale wiem, że muszę. Starałem się zbliżyć do ludzi, starałem się poznać kogoś tylko dla siebie. Nie wyszło, ba, nadal nie wychodzi. Czas przestać szukać. Czas wyznaczyć sobie nowy kierunek i wykreślić słowo miłość ze swojego słownika. Szkoda tylko, że w robieniu pierwszego kroku w nowym kierunku jestem tak wielkim tchórzem.

poniedziałek, 27 lutego 2012

/695/ proud to love him.


Nie wiem właściwie dlaczego, ale zauroczyło mnie to zdjęcie... i tak jakoś rozmarzyłem się, o!

niedziela, 26 lutego 2012

/694/ świat książek.

Czas w wolne weekendy dostaje dziwnego przyspieszenia... płynie przynajmniej dwukrotnie (o ile nie więcej) razy szybciej niż normalnie... sobota śmignęła mi dosłownie, a niedziela już w połowie... Dopiero co przyjechałem do Small City a trzeba będzie wracać do stolicy... heh... Przynajmniej nadrobiłem zaległości w "Chirurgach" i "Gotowych na wszystko", znowu jestem na bieżąco... Wziąłem się też za nowy serial "Being Human", serial o tym jak wilkołak, wampir i duch zostają współlokatorami... (tak, jeszcze te klimaty mi się nie znudziły :D). Jednak po trzecim odcinku doszedłem do wniosku, że czas zarzucić oglądanie i dla odmiany wrócić do książek... o!


Co do książek, to od bardzo długiego czasu męczyłem pierwszy tom "Czarodziejskiej góry" Tomasza Manna. Trudna w czytaniu książka, czytasz ją i czytasz i wydaje Ci się, że czytasz ją już wieczność... a akcja w książce stoi w miejscu. Kilka osób zachwalało tę książkę (np. Afrodyta i Tanatos), jedynie Kropek mi ją odradzał... To na pewno nie mój klimat książkowy... Sięgnę jednak po drugi tom, ale najpierw sobie odpocznę i poczytam coś mniej ambitnego i lekko strawnego...

Takim przerywnikiem miała być książka "Taniec z diabłem" Sherrilyn Kenyon. Choć jak dla mnie książka ta powinna nosić tytuł "Erotyk dla znudzonych kur domowych". Zapowiadało się fajnie - wampiry, bogowie greccy, gorące uczucie... a tu głównie dostaję opis nudnego seksu na kilka stron... Książkę jednak czyta się szybko, jednak zakończenie [uwaga, zdradzam zakończenie :D] jest równie cukierkowe jak większa część tej książki. Nigdy więcej po coś takiego nie sięgnę, obiecuję!!! :D

Dobra, a teraz czas się ogarnąć, wziąć jakiś prysznic i wrócić znowu do życia... kolejny wolny weekend za miesiąc :D:D:D (miła perspektywa, nie?:P)

PS: Na zdjęciu oczywiście bohaterowie serialu "Being human" :P Wampir jest nawet, nawet :D:D:D

sobota, 25 lutego 2012

/693/ etap przejściowy?

Wolny weekend. I dobrze, bo jeszcze kilka dni w pracy i moja empatia oraz wszelka cierpliwość, jaką jeszcze posiadam, przepadłyby całkowicie. W piątek zero serdeczność, zero radości, tylko wymagania, pytanie, prace domowe. Po prostu mam dość leniwych uczniów, zwłaszcza takich, których stać na więcej. No ale nieważne, weekend, całkowicie wolny weekend mam... Spakowałem manatki i uciekłem do Small City, do rodziców... Tu jednak też trudno się zrelaksować, bo sytuacja między staruszkami jakaś napięta jest... No ale przynajmniej tu mam szybki internet i mogę nadrobić zaległości w serialach... :D


Tak w ogóle, to nie wiem, czy zauważyliście, że śnieg nam gdzieś wyparował a termometr ciągle pokazuje temperatury na plusie... hmm, tylko dlaczego mam wrażenie, że jest zimniej niż było nawet w te mrozy, co tak niedawno były. To przez ten wiatr, deszcz, wilgotność powietrza??? Ciekawe czy zima dała już za wygraną, czy jeszcze wróci. Nie oglądam prognoz pogody, więc nie mam zielonego pojęcia... no ale jakby nie było, już chyba bliżej do wiosny niż dalej! ;) (szkoda, że nie tej sercowej wiosny, ale dobra i ta pogodowa ;))

środa, 22 lutego 2012

/692/ wybuchowy Ajs.

Dzień zaczął się od wielkiego wybuchu. Mojego wybuchu. Dawno nerwy mi nie puszczały, ale dziś przeszedłem samego siebie. Ofiara mego wybuchu tylko jedna, więc zniszczenia się są duże. Tak, tak, nakrzyczałem dziś na jednego ucznia i do tego przedstawiłem mu jego perspektywy rozwojowe, niezbyt duże... Uczeń przejął się chyba i to bardzo, może nawet za bardzo... No ale uprzedzałem go by nie nadwyrężał mojej cierpliwości, prosiłem ładnie, potem ostrzegałem, ale nie, musiał doprowadzić do ostateczności... Wcale się nie zdziwię jak jutro rodzic przybiegnie z pretensjami, ale właściwie to by było dobre, w końcu miałbym okazję pogadać z rodzicami o postępach syna w nauce a raczej o cofaniu się i o tym, że nic kompletnie nie robi by znaleźć się w kolejnej klasie a wręcz robi wszystko by zostać w tej samej :]


I o ile rano nerwy mi puściły, o tyle odrobinę później byłem w siódmym niebie, bo dostałem niedawno do jednej z klas bardzo zdolnego nowego ucznia, że normalnie nie mogłem uwierzyć w to. Bystry, rozsądny, ogarnięty, zainteresowany nauką, ba, nawet poprosił o zadanie pracy domowej, jeszcze do tej pory nie wyszedłem z szoku! Szkoda, że przynajmniej jedna czwarta moich uczniów nie jest taka, to by było coś... Przy takich uczniach to i ja bym się rozwijał a przy tych moich stoję w miejscu, o ile nie cofam się... Oczywiście cieszą mnie postępy słabych uczniów, mam satysfakcję jak mówią, że zrozumieli temat, ale czasami mam dość tłumaczenia jak dzieciom w przedszkolu pewnych rzeczy, czasami marzy mi się taka bystra klasa, z którą można by było podyskutować na trudniejsze tematy... Wiem, wiem, pomarzyć można...

Dzień zakończony na zakupach z Cessily. Miała być jakaś bluzka kupiona a wyszło jak zawsze... kupiłem kolejny film :D:D:D

PS: Mimo złego początku, dzień, o dziwo, całkiem udany! ;)